Oskary zostały już dawno rozdane, ale szum wokół nominacji „Katynia” wciąż nie cichnie. Z jednej strony my, Polacy, jesteśmy dumni z tej nominacji. To była szansa, która może się tak szybko nie powtórzyć. Co prawda, statuetek już trochę nazbieraliśmy, ale prestiż tej kategorii (najlepszy film nieanglojęzyczny) jest nieco wyższy niż najlepszy film animowany. Z drugiej strony zaś wszyscy zaczynamy mieć powoli tego dosyć. Kolejny raz przekonujemy się, że jak media w Polsce chwycą jakiś temat, to wyduszą z niego wszystko, aż nie będzie już o czym trąbić.
Zaskakująca jest natomiast informacja, która się pojawiła tuż po gali oskarowej – „Katyń” został uznany za najlepszy polski film wszech czasów. I sądząc po oczekiwaniach, wszyscy bardzo by się cieszyli, gdyby Oskar trafił w ręce Wajdy, to ta informacja wywołałą już mniej entuzjastyczne reakcje. Większość opinii była zgodna: to już przesada. Polskie filmy nie należą może do światowych arcydziel, ale na pewno wśród naszych rodzimy produkcji znalazłaby się niejedna, która przewyższałaby „Katyń” po każdym względem. I to nawet wśród filmów samego Wajdy takie pozycje niewątpliwie istnieją. Jak można zatem interpretować taki ciąg wydarzeń? Osłodzenie sobie gorzkiego smaku porażki?